środa, 29 maja 2013

DZIEŃ DZIECKA - co kupić? Część I - GRY

 
 
Przypuszczam, że to pytanie pojawiło się ostatnio w głowie niejednego rodzica, babci czy dziadka. Postanowiłam, więc podzielić się z Wami opinią o grach, książeczkach i zabawkach, które mamy w domu, są przez nas przetestowane i mogę je z czystym sumieniem polecić. Może komuś ułatwię zadanie J
Zacznę od gier, bo uważam, że to istotna pozycja w świecie dziecięcych zabaw. Gry fantastycznie pomagają w rozwijaniu umiejętności społecznych, uczą współzawodnictwa, a przy tym cierpliwości i akceptowania porażki. Gry, które, według mnie, są warte uwagi to m.in. Patyczaki oraz Grzybobranie i Cudowna Podróż (dwie w jednym opakowaniu) GRANNA i Opowiem Ci Mamo ALEXANDER.
Patyczaki GRANNA:
Gra dla 1 – 2 dzieci w wieku od 3 do 6 lat.
 
Patyczaki to 48 drewnianych patyczków w czterech kolorach: czerwonym, żółtym, niebieskim i zielonym oraz 8 dwustronnych plansz z wzorami do układania.
Patyczaki ujęły mnie tym, że dają wiele możliwości zabawy. Od układania wzorów umieszczonych na planszach, przez naukę kolorów, kształtów, czy liczenia, po zwykłą zabawę płaskimi klockami. Na poniższych zdjęciach pokazałam, jak my się najczęściej bawimy.
Czasami Jurek układa patyczki na planszy.
Czasami układam dwukolorowy ciąg z patyczków (nazywamy go płotkiem), a Jurka zadaniem jest go dokończyć.
Kiedy indziej, układam dwa, trzy, czy cztery patyczki w jakiś sposób, a Jurek powtarza ten układ obok.
 
Grzybobranie i Cudowna Podróż GRANNA:
Gra dla 2-4 osób od 4 lat (chociaż moim zdaniem można spokojnie spróbować bawić się z 3- latkiem).
Cudowna Podróż to gra dla całej rodziny. Polega na przesuwaniu swojego pionka o tyle pól ile wskaże kostka.  Każde pole zawiera jakieś zadania do wykonania i co spodobało nam się najbardziej, niektóre zadania wymagają od graczy trochę ruchu. Wygrywa ten z graczy, który pierwszy dotrze do mety. To, co ja doceniłam, w tej grze, to dobrze przemyślane i zróżnicowane zadania, zarówno intelektualne, jak i ruchowe. Jurek bez jęknięcia skacze na jednej nodze, na co w innych okolicznościach trudno go nakłonić. Oczywiście, nie wszystkie zadania są dopasowane do jego obecnych możliwości, ale wtedy mu je ułatwiamy, tak, żeby były wykonalne. Jest to gra, przy której jest dużo śmiechu i na pewno nie ma nudy.
 
 
Grzybobranie polega na przemieszczaniu się po planszy z koszyczkiem i zbieraniu jadalnych grzybków. Gracze przesuwają swój koszyk o tyle pól ile wskaże kostka.  Po drodze spotykają nas różne przygody, opisane przez umieszczone na planszy wierszyki i rysunki. Zwycięża ten, komu uda się uzbierać najwięcej grzybków.  Ta gra stanowi fantastyczny wstęp do świata gier planszowych.
 
Opowiem Ci Mamo ALEXANDER:
Zabawka dla dzieci w wieku 3+ (według mnie można bawić się już z dwulatkiem, opowiadając mu historyjki).
Jest to zabawka dydaktyczna, zawierająca 40 obrazków (20 plansz), które należy ułożyć tak, żeby powstała historyjka. Na każdą historyjkę składają się 4 obrazki. Dzięki tej zabawie dziecko rozwija wyobraźnię, uczy się rozumienia następstw czasowych, a przy okazji doskonali umiejętność wypowiadania się.  Obrazki są ładnie ilustrowane, wykonane z bardzo dobrej jakości kartonu, według mnie niczym nie różnią się od znanych mi tego typu zabawek francuskich czy niemieckich firm.
 
DO ZOBACZENIA :)

poniedziałek, 13 maja 2013

ZABAWY BALKONOWE

Witam Wszystkich serdecznie!
Dawno tu nie byłam, ale wiosenne zmiany pochłonęły mnie bez reszty. Jureczek zmienił Przedszkole, co m.in. pozwoliło nam zaoszczędzić mnóstwo czasu na dojazdach. Teraz dotarcie do przedszkola zajmuje nam jakieś 3 minutki piechotą. I to jest REWELACJA! J Poza tym, ruszyła budowa naszego domu, więc mamy mnóstwo spraw do ogarnięcia i wiele decyzji do podjęcia. Na szczęście podzieliliśmy się z mężem: on ogarnia tzw. brudną robotę: szalunki, wylewki itp., ja zajęłam się stroną estetyczną, czyli dachówką, oknami, elewacją. Bardzo się cieszę, bo dekoracja wnętrz to taka moja ukryta pasja i już nie mogę doczekać się wykańczania środka;) To skłoniło mnie, żeby zabrać się za pisanie drugiego, tym razem bardziej wnętrzarskiego bloga, co, mam nadzieję, pozwoli mi dać wreszcie możliwość uzewnętrznienia moich zainteresowań… Mieliśmy jeszcze jedno bardzo ważne wydarzenie rodzinne, mojemu bratu i jego żonie urodziła się prześliczna córeczka – Zosia. Przyznam, że jesteśmy bardzo pozytywnie zaskoczeni reakcją Jurka na siostrzyczkę; myśleliśmy, że będzie zazdrosny, a on jest w niej wręcz zakochany i nazywa ją swoją kruszynką Zosieńką.
Wracając do tematu, chciałam pokazać ulubioną ostatnio zabawę Jurka, o której zresztą już wcześniej pisałam, jako dobrym remedium na dziecięcą nudę. Tym razem przenieśliśmy się na balkon. Dałam Jurkowi ryż, groch i fasolę, miski, kubki i inne przydasie, potem zabawa potoczyła się sama. Na balkonie zawsze rozkładam Jurka na podłodze, ponieważ krzesełko i stoliczek w jego rękach, w tych okolicznościach, mogłyby doprowadzić do tragedii. Ostatnio uwielbia robić sobie z nich różne konstrukcje, co w połączeniu z balkonem i jego niczym nieograniczoną wyobraźnią byłoby bardzo niebezpieczne. Na podłodze układam duże maty /puzzle podłogowe, które kiedyś udało mi się dostać w Leroy Merlin w dodatkach do basenów, a które wykorzystuję m.in., jako ciepłą, antypoślizgową podstawę do zabawy na balkonie.
Jeśli również posiadacie bezpieczny balkon, to bardzo polecam tę zabawę. Po pierwsze dostarcza dziecku wiele bodźców sensorycznych, po drugie potrafi wciągnąć malucha na długo, po trzecie daje możliwość spędzenia czasu na powietrzu, kiedy akurat nie możemy wyjść z domu. Poza tym, ponieważ powierzchnia balkonu jest zamknięta, łatwiej sprzątnąć po takiej zabawieJ Cóż, względy praktyczne też się liczą.




Przyznam, że nasz balkon wygląda na tych zdjęciach dość ponuro, ale wkrótce to się zmieni, bo mam zamiar dołączyć do Zielonego Pociągu GREEN CANOE. Nasze wspólnie z Jurkiem wyhodowane dalie już czekają w poczekalni na odjazd :)))

nasze kiełkujące dalie w marcu
 
nasze dalie w maju


Do zobaczenia:)))

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

SENSORYCZNY TOR PRZESZKÓD

 
Ostatnio, chlapa za oknem dała nam się we znaki, nie tylko chorobowo, ale i ruchowo. Dlatego, żeby już do reszty nie skapcieć w ruch poszedł tor przeszkód, jedna z ulubionych zabaw Jurka. Kiedyś ja układałam mu przeszkody, a obecnie Jurek sam wymyśla różne kombinacje, nieraz naprawdę zaskakując mnie swoimi pomysłami ;) Myślę, że każdy rodzic zna tę zabawę, więc wie, o co chodzi. Chciałabym tylko pokazać, jakich „sprzętów” my używamy, żeby dodatkowo stymulować zmysły. W końcu to blog o zabawach sensorycznych;)
W naszym torze przeszkód mamy więc liny, które można układać prosto i starać się chodzić po nich, utrzymując równowagę. Możemy je również układać w kółka i przeskakiwać z jednego do drugiego. Mamy wycieraczkę gumową z kolcami, po których bardzo przyjemnie chodzi się bosymi stópkami. Jest też gumowa mata do wanny, która po odwróceniu ma jeszcze milsze „kolce” do stąpania. Mamy własnoręcznie wykonaną deskorolkę, o której pisałam TUTAJ.  Deskorolka jest u nas tratwą, którą przeprawiamy się przez rwącą rzekę, trzymając się liny przywiązanej z jednej strony do nogi kredensu, a z drugiej, do nogi stołu. Mamy też fotel obrotowy z Ikei, który jest naszą kapsułą czasu, statkiem kosmicznym, czy innym obiektem latającym. Są też kosmiczne kamienie, czyli gąbki, myjki, druciaki i tym podobne sprzęty z supermarketowego działu AGD, które wrzucamy do czarnej dziury, czyli w naszym przypadku kosza na zabawki z Ikei. Jest też kosmiczna trawa, będąca tak naprawdę skrawkiem wykładziny, kupionej za kilka złotych w Leroy Merlin. Mamy wreszcie punkt widokowy, czyli stołeczek z gumowymi kropeczkami z supermarketu (chyba tańszy jest w Ikei), z którego można zeskoczyć wprost do koła z liny.
Tak naprawdę, możliwości kombinacji i scenariuszy zabawy jest mnóstwo i fajnie, bo to świetnie pobudza kreatywność dziecka, zaspokaja w nim potrzebę ruchu, a przy okazji stymuluje zmysły. Doskonała zabawa zarówno w domu, jak i na zewnątrz, jeśli ma się oczywiście do dyspozycji kawałek trawy;) 



Mój mały myśliciel...
 
 
 
Niech sobie stópki popracują :))) 
 
 
I rzucamy!

 

Do zobaczenia;)


czwartek, 11 kwietnia 2013

DESKOROLKA SENSORYCZNA

 
 
Chciałabym pokazać Wam nową zabawkę Jurka.  Deskorolka sensoryczna - bardzo prosta rzecz, a daje wiele możliwości zabawy i przy tym dużo radości. Świetnie ćwiczy równowagę i poprawia koordynację, poza tym doskonale wzmacnia mięśnie. Według mnie możliwości jej wykorzystania są ograniczone jedynie naszą wyobraźnią. W kolejnych postach pokażę Wam nasze pomysły na zabawę.
Deskorolkę można kupić gotową w sklepach oferujących sprzęt do terapii integracji sensorycznej. Można też samemu ją sobie zrobić. Gotowa kosztuje ok. 200 PLN i więcej, nasza, zrobiona w domu, kosztowała 63 PLN (sklejka, kółka i śruby).
Jeśli macie ochotę zrobić Waszym dzieciom taką deskorolkę, potrzebne Wam będą:
·       sklejka o wymiarach 60x35x2 cm, z dziurką wywierconą po środku krótszego boku
      (o średnicy umożliwiającej przełożenie przez nią liny),
·        4 obrotowe, gumowe kółka meblowe,
·        Śruby,
·        Lina.
Do tego wiertarka, odpowiednie wiertło, śrubokręt i oczywiście, Ktoś, kto potrafi się tym sprzętem posługiwać;)
 
Moi Panowie Fachowcy;)




 

Ahoj Przygodo!
 


DO ZOBACZENIA!

 





sobota, 6 kwietnia 2013

MAM DOSYĆ TEJ WIOSNY! CHCĘ LATA!


Ostatnio Kasia Bellingham przypomniała mi o pięknym miejscu, w którym byliśmy pewnego słonecznego lata. To miejsce, to skansen we Wdzydzach Kiszewskich, założony przez Teodorę i Izydora Gulgowskich w 1906 roku (wszelkie informacje o Muzeum, w tym historię jego powstania znajdziecie TU ). Oczywiście zaraz przeszukałam domowe archiwum zdjęciowe i proszę, jakie sielskie widoczki znalazłam. I wiecie co? Jak już się na te anielskie widoczki napatrzyłam, to stwierdziłam, że w zasadzie to mam w nosie tę całą wiosnę, jestem tak zachłanna, że od razu chcę lata! A co?! Też sobie kochani popatrzcie. Jeśli ta wiosna działa na Was tak dołująco, jak na mnie, to może te kilka zdjęć pomoże Wam, choć na chwilkę, odlecieć myślami daleko od tej breji za oknem...
 
Ogródek przy jednej z muzealnych chałup.
 
 
 A tu jeszcze kilka zdjęć Jurka wśród dawnych zabawek.
 
 
 
Jak to niewiele do szczęścia potrzeba...

 

Jeśli będziecie na Kaszubach, koniecznie odwiedźcie Muzeum we Wdzydzach Kiszewskich.
To naprawdę piękne miejsce.
 
 

MIŁEGO WIECZORU :)))

poniedziałek, 25 marca 2013

OZDOBY WIELKANOCNE Część II

PISANKI Z PAPIERU




 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 




































Jak widać nic nie można planować. Miałam napisać o papierowych pisankach już w piątek, ale tak się porobiło, że mogę to zrobić dopiero dzisiaj. No nic, po prostu życie...

Wracając do papierowych pisanek, jak już wcześniej wspomniałam, tak mnie zainspirowały Dziewczyny z blogów wnętrzarskich, że postanowiłam sama coś zrobić.

Oprócz domków dla ptaszków, wymyśliłam sobie pisanki z papieru. Kupiłam go w Ikei (ten kolorowy), ponieważ ma ładne kolory i jest dość sztywny. Następnie przygotowałam sobie szablony. Wzory ściągnęłam z sieci. Potem wydrukowałam i wycięłam. Na koniec zrobiłam dziurki i przeplotłam przez nie sznurek jutowy. Do dziurek lub między sznurek powkładałam białe piórka. Teraz moje papierowe pisanki zdobią mi okna i gałązki wierzby.

Jeśli mielibyście ochotę zrobić sobie coś podobnego, to poniżej zamieszczam listę potrzebnych produktów i szablony.

Potrzebne będą:

· papier kolorowy A4 (np. z Ikei),
· dziurkacz,
· sznurek jutowy lub tasiemka,
· drukarka, na której wydrukujemy szablony,
· nożyczki,
· piórka (opcjonalnie)

A tu są szablony. Ja drukowałam po 4 na stronę. Można też zrobić puste, z papieru bądź kartonu i dać dziecku do pokolorowania. Oczywiście możecie też wspólnie poprzeplatać sznurek. Fajna zabawa na chwyt pęsetowy, ale o tym następnym razem :)
 





 

 




 
 
 
 
 
 A tu już na gałązkach:




MIŁEGO PONIEDZIAŁKU :)))